niedziela, 20 sierpnia 2017

#PsiSukces

Dziś urodziny pieska Manu, a to idealny czas by opowiedzieć Wam o moim nowym zwyczaju.


Niedawno wzięliśmy udział w świetnym konkursie organizowanym przez blog Kundelek na Biegunie i Warsaw Dog – firmę szyjącą  dla psów i ich właścicieli. Konkurs instagramowy #PsiSukces polegał na zrobieniu zdjęcia swojego psa z kartką, na którym opisany będzie sukces naszego psa.  Sukces brzmi poważnie. Nie zwróciłabym uwagi nawet na niego, gdyby nie Ania – Pani przeuroczej Piri.

Urocza Piri

Ania wysłała mi link i napisała „To coś dla Was”. Szczerze się zdziwiłam. Mam tendencję do dostrzegania rzeczy, które jeszcze trzeba poprawić, zrobić, tych które nie wychodzą. Porównuje się też zawsze „w górę”, czyli z osobami, które osiągnęły więcej, potrafią coś lepiej ode mnie. Motywuje to do działania, ale czasem powoduje, że nie dostrzegamy tego co robimy dobrze. Jedno w czym jestem na pewno dobra, to otaczanie się dobrymi ludźmi i taki kop w tyłek od Ani był mi potrzebny.

Zaczęłam patrzeć na mojego małego kundelka innymi oczami. Manu jest z nami aż rok lub tylko rok. Jego przeszłości przedschroniskowej nie znamy, ale biorąc pod uwagę w jakim stanie trafił do schroniska, raczej nikt się nim nie zajmował. Nie miał też wielkich traumatycznych sytuacji, gdyż od pierwszych chwil razem jest nastawiony pozytywnie do wszystkich i wszystkiego. Lubi się uczyć i idzie mu to całkiem nieźle. Otrzymałam zatem niemal  pustą kartę, którą razem zapisujemy i to zapisujemy #PsimiSukcesami.

Taką słodką karteluszką był, gdy go poznałam.

A idzie nam całkiem nieźle. Nie raz skarżę się tu na niego, ale nie wiem czy wiecie, że Manu zna już ponad 40 różnych komend z czego większość to różnego rodzaju sztuczki. 


Uwielbiam nasze sesje treningowe, a najbardziej wykorzystanie tego co już umie na zdjęciach. Manu jest nie tylko psim modelem, bo jest taki ładny, ale i dlatego, że on na prawdę pozuje. Czeka na dźwięk migawki w ustalonej pozie. Potrafi patrzeć w aparat. Nie boi się pomysłów typu wejście na belę słomy (za trzecim razem sam wskoczył/wdrapał się) i potrafi ładnie czekać w miejscu, aż zrobię wszystkie zdjęcia.


Jeśli to nie są psie sukcesy to co nimi jest?

Powiem Wam co. Nasza relacja i więź, która pozwala pokonywać problemy. Czasem martwię się, że Manu bywa nadmiernie do mnie przywiązany. Jednocześnie cieszy mnie to, że ma do mnie pełne zaufanie. Nie boi się weterynarzy, przytula się do mnie podczas badania. Na spacerze rozgląda się gdzie jestem, by nigdy nie zgubić mnie z oczu. Wchodzi ze mną do każdego nowego i nieznanego pomieszczenia, czy to mój gabinet w pracy, czy zatłoczona restauracja. A co najważniejsze pokonuje swoje lęki.


Niektóre są błahe. Gdy wymyśliłam wspomnianą wcześniej sesję na beli słomy nie spodziewałam się, że wielkie walce wystraszą Manu. Piesek wbiegł na znajome sobie pole i nagle zobaczył te monstra i czmych! czmych! umknął. Zobaczył jednak, że ja do nich podchodzę, głaszczę je, opieram głowę i bardzo nieśmiało podszedł bliżej. Dostał za to oczywiście smaka i ani się obejrzałam siedział na górze i pozował, jakby nigdy nic innego nie robił w życiu.

Jakieś wesołe to "smutny" :D

Jest też jeden lęk trudniejszy i bardziej złożony. Lęk przed latającymi owadami. W zeszłym roku do naszego mieszkania wpadła osa. Manu spał pod stolikiem kawowy. Aż tu nagle! Pisk! Osa wleciała pod stolik i dziabła mojego psynka w łapkę! Manu był superdzielny. Mimo bólu przybiegł na trzech nóżkach do mnie, pozwolił sobie wyciągnąć CAŁĄ tkwiącą w łapce osę i przyłożyć zimny okład. Tulił się tak przez pół godziny, a potem hasał jakby nigdy nic. I tyle. Zapomniał o sprawie na resztę 2016 roku.

Manu z zimnym okładem po użądleniu przez osę.

Tej wiosny, nagle, gdy do mieszkania wpadła zwykła mucha, Manu uszy po sobie, ogon pod siebie i cichcem z pokoju. Sytuacja z każdą muffą się pogarszała, a lęk występował tylko w mieszkaniu. Nie pomagały smaczki, sztuczki, odwracanie uwagi, aż wpadłam na pomysł. Gdy pies wyszedł ubiłam muchę i trupa mu zaniosłam. Manu powąchał denatkę i... zaczął skakać, merdać, lizać, biegać, rzucać zabawki! Prawdziwy taniec radości. Teraz nie potrzebuje już dowodów (całe szczęście, bo czasem wlecą i wylecą i trzeba pozorować morderstwo) - gdy wpada owad jest już spokojny, a wystarczy, że biorę łapkę i pies się cieszy. Gdy usłyszy trzask! prask! przybiega i zaczyna swój taniec!


Od początku mieliśmy świetną relację, ale ta sytuacja nas wzmocniła. To cudowne uczucie wiedzieć, że pies ci ufa i dzięki temu przełamuje swoje lęki.

Bierzemy udział w wielu konkursach, ale ten spodobał nam się najbardziej długo przed ogłoszeniem wyników (otrzymaliśmy wyróżnienie Warsaw Dog za historię o muchach). Dzięki Ani i udziałowi w tym konkursie dostrzeganie psich sukcesów weszło nam w krew. Nabrałam nowej motywacji i werwy. I wiecie co? Gdy upuściłam trochę ciśnienia, zaczęło nam wychodzić „trzymaj” – sztuczka, którą „męczyliśmy” od początku roku. Nie jest idealnie, ale jest postęp, a to już zasługuje na hashtag #PsiSukces. Mam nadzieję, że zainspirujemy Was i też spojrzycie na swoje futrzaki świeżym okiem.

Nie mogę już czytać... wzruszyłem się!


PS. Polecam bloga Kundelek na Biegunie. Jest to opowieść o przeprowadzce z psem do Laponii :).

środa, 16 sierpnia 2017

Adresatki

Manu jest psem bardzo grzeczny na spacerze. Przychodzi na zawołanie, nie biega za dziką zwierzyną, nie odbiega zbyt daleko od nas. Spuszczam go ze smyczy tylko w bezpiecznych miejscach. Dodatkowo Manuś nie boi się burzy, fajerwerków, petard, ani innych głośnych dźwięków. Nigdy nie zostawiam go pod sklepem, ani z obcymi ludźmi. Jest zatem bardzo małe prawdopodobieństwo, że mógłby się zgubić. 

"No dalej! Czekam na Was!"

Nie jest ono jednak zerowe i dlatego NIGDY nie ma na sobie obroży lub szelek bez adresatki. W schronisku został zachipowany, lecz zdaję sobie sprawę, że nie każdy wpadnie na to by jechać gdzieś ze znalezionym psem by sprawdzać czy ma chip. Dziś Wam opowiem jakie adresatki posiadamy, bo jest ich kilka.

Trixie

Na samym początku kupiłam taką małą kapsułkę Trixie. Do środka wkłada się karteczkę z napisanym telefonem, adresem. Następnie zakręca i na kółeczku przypina do obroży. Szybko zrezygnowałam z tego rozwiązania. Kółeczko dołączone było zbyt delikatne i się odginało. Słyszałam też niepochlebne opinie dotyczące samej kapsułki. Wolałam więc nie ryzykować i nie sprawdzać czy te opinie się sprawdzą. Chodziło w końcu o bezpieczeństwo Manu.

Furkidz

Naszą kolejną adresatką została adresatka Furkidz. Firma oferuje wiele wzorów. Ja wybrałam taki z owczarkiem collie. Jako szczeniaczek Manu miał troszkę bardziej łukowaty pyszczek i przypominał wszystkim Collie. Dodatkowo na obrazku jest piesek o takim samym umaszczeniu jak Manu. Obok obrazka znajduje się imię mojego psa. Z tyłu nadrukowano numer telefonu. Adresatka służy nam już ponad rok czasu i nic się z nią nie dzieje. Na samym początku kółeczko troszkę ją zarysowało. Nie ma jednak innych wad. Kolory oryginalnie były troszkę mniej wyraziste niż na zdjęciach w Internecie. Uważam jednak, że jest to solidna propozycja.




PawSitive Dog Design

Bardzo prosta adresatka występująca w różnych kolorach i kształtach. My wybraliśmy niebieską kostkę, która doskonale się komponowała z obrożą Star Wars. Z tyłu imię i numer telefonu zostały wygrawerowane. Adresatka jest bardzo dobrej jakości. Nie rysuje się, a grawer jest cały czas bardzo wyraźny. Dodatkowym plusem jest cena 10 zł. Trudno znaleźć solidną i jednocześnie tak tanią adresatkę.



SafePet

To jest prawdziwy hit! Najbardziej wyjątkowa ze wszystkich dostępnych na rynku. Adresatka dowód osobisty psa. Adresatka jest bardzo lekka, zrobiona z bardzo dobrego plastiku. Zamawia się ją poprzez szablon na stronie internetowej. Ja zrobiłam specjalne zdjęcie „dowodowe” Manu. Teraz wiem, że musiałoby być troszkę jaśniejsze. Dowód zawiera imię, numer telefonu, rasę, płeć, datę urodzenia. Dodatkowo z tyłu jest miejsce na inne ważne informacje. Ja podałam numer chipa i telefon do veta. Można tam tez wpisać np. jeśli pies jest chory, jakie leki przyjmuje. Adresatka występuje w dwóch rozmiarach. My wybraliśmy mniejszą. Tekst jest wyraźny nawet na tak małym skrawku plastiku. Jest to najdroższa nasza adresatka, ale naprawdę warto. SafePet oferuje też gadżet do portfela, czyli taki sam dowodzik psi w rozmiarze dowodu "ludzkiego".



WhiteFox

Ostatnie adresatki, które zamówiłam to adresatki WhiteFox. Jedną z nich wybrałam ze stałej oferty – Banana Brain. Idealnie pasowała do banankowego zestawu smyczy i obroży. Drugą zamówiłam personalizowaną z obrazkiem z Ewokiem. Personalizowana jest 5 zł droższa. Druk jest bardzo wysokiej jakości.  Można wybrać spośród wielu różnych czcionek. Adresatki są dopracowane i bardzo estetyczne. Gdy wysłałam zdjęcie Ewoka z malutkim napisem Star Wars pod spodem, WhiteFox skontaktowali się ze mną, czy napis ma znaleźć się na projekcie i postarali się by wszystko było idealnie widoczne, nawet tak cienkie i drobne literki. Jestem bardzo zadowolona z wyboru i myślę, że następne nasze adresatki też będą od WhiteFox.




Jak widzicie trochę tego mamy i poza pierwszą zakręcaną nie zawiedliśmy się jeszcze na żadnej adresatce. Najważniejsze moi drodzy by nie zaniedbywać bezpieczeństwa swojego psa. Nawet tak grzeczny pies jak Manu może się kiedyś wystraszyć czegoś, może pobiec za tropem, choć nigdy tego nie robił. Może też zerwać się smycz w miejscu, w którym normalnie nie puścilibyśmy psa luźno, w obcym dla psa miejscu, na wycieczce. Pamiętajcie by zminimalizować niebezpieczeństwo zagubienia się Waszego psa, by nie musiał za Wami tęsknić wystraszony w schroniskowym boksie.

Hej! Siedzę tu bez adresatki! Trza zamówić nowe!

Zakładajcie adresatki.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Nowości w psiej szafie cz. 2 - zestawy Baylabel

Upały bardzo nas rozleniwiły. Manu przez większość dnia leżał na macie chłodzącej, a ja na kanapie. I choć wydawało się, że w takim razie to idealny czas na pisanie, okazało się, że to idealny czas na czytanie i oglądanie filmów ;D. Bardzo wcześnie rano oraz późnym wieczorem, gdy temperatura spadała poniżej 30 stopni Celsjusza, ruszaliśmy się z domu i wtedy bardzo przydawała nam się nasza poszerzona garderoba – dwa zestawy od Baylabel. Ponieważ dziś mamy 24 stopnie i mój mózg zaczął funkcjonować przedstawiam Wam recenzję obu.


Od jakiegoś czasu szukałam nowego zestawu obroży i smyczy dla Manu. Przeglądałam wiele stron Internetowych i mój wybór zredukowałam do trzech sklepów. Jednak, gdy zobaczyłam banankowy wzór oraz opcję 3 metrowej smyczy na stronie Baylabel wiedziałam, że to jest zestaw idealny dla mojego uwielbiającego banany minionka. Manu kocha „żółte owocki” – tak musimy mówić w naszym domu, by nie wzbudzać niepohamowanego entuzjazmu o naszego psa. Wystarczy dźwięk odrywania banana od kiści, albo wypowiedzenie słowa „banan”, by Manusiek znalazł się od razu u Twoich stóp.



Po dokonaniu zapłaty napisałam wiadomość do Baylabel z zapytaniem, jak wygląda sprawa z projektowaniem spersonalizowanego wzoru. Okazało się, że mój pomysł został przelany na kompa już po godzinie i był idealny, a koszt? Ok. 10-20 zł więcej niż za produkty ze strony. A i te wzory są unikatowe, gdyż zaprojektowane przez #BLB (np. przesłodka cutella). To co mnie dodatkowo zaskoczyło to szybka wysyłka. Mimo iż materiał był zamawiany specjalnie dla nas, a obroża i smycz szyta ręcznie już po 1,5 tygodnia paczka była u nas, dodatkowo w gratisie dostaliśmy uroczą zabawkę donouta i przypinkę.


Od zakupu minął już ponad miesiąc więc mogę uczciwie zrecenzować teraz produkty Baylabel.

Bananki


Wybrała opcję obroży 2,5 cm szerokości i smycz przepinaną 3 metry. Wzór jest bardzo ładny, ma piękne wyraziste kolory. Obroża i smycz uszyte są z taśmy, a nie materiału, przy użyciu dobrych nici, przez co zestaw jest wytrzymały i świetnie wygląda. To co początkowo budziło moje wątpliwości to dość sporych rozmiarów klamra, większa niż w innych obrożach. Jest ona wykonana z bardzo solidnego plastiku z logiem #BLB i zagina się pod lekkim kątem, dopasowanym do psiego karku. Po miesiącu używania kilka razy dziennie zamyka się i otwiera z lekkim oporem, co poczytać można jedynie jako plus. Rozmiar klamry w niczym psu nie przeszkadza, a po chwili „opatrzenia” się z nią, ja też przestałam zauważać różnicę. 


Na obroży jest naszyte logo z oczkiem na adresatkę. Dodam tylko, że do każdego zestawu zamówiłam również cudne adresatki WhiteFox, ale o nich przy okazji postu o adresatkach.


Smycz 3 metry jest najlepsza jaką dotychczas posiadaliśmy. Na początku musiałam się przyzwyczaić zarówno do ciężaru, jak i długości. Choć to śmiesznie brzmi, inaczej steruje się psem na takim pasku, inaczej się ją skraca w razie potrzeby. Teraz jednak nie wyobrażam już sobie spaceru po parku czy lesie na jakiś małych 2 metrach. Jest to idealna długość, gdy nie ma opcji spuszczenia psa ze smyczy, a chcemy dać mu więcej swobody. Karabińczyki i kółka są dobrej jakości, pomalowane na czarno. Niestety już widać odpryski farby, jest to jednak spowodowane głównie otarciami o chodnik.



Manu prezentuje się w swoim banankowym zestawie rewelacyjnie, a wzór rzuca się w oczy i kilkukrotnie pochwalony był przez przechodniów. Od dłuższego czasu to właśnie tego zestawu używamy na 90% spacerów.


Ewoki


Drugi zestaw składa się z obroży 3 cm szerokości i przepinanej smyczy 2 metry. Jak wiecie jestem fanką Star Warsów. W naszym kraju mimo miliona zabawek dla dzieci dostępnych po wykupieniu przez Disneya, nie ma żadnych psich gadżetów dla fanów/fanatyków (poza kostiumami halloweenowymi). Do niedawna wystarczała nam obroża, szelki i saszetka od PawSitive Dog Design. W mojej głowie urodził się jednak pomysł na obrożę w stylu Endor. Są firmy które oferują leśne wzory, wystarczyło wyobrazić sobie Ewoki pomiędzy drzewami (Ewoki – małe misiopodobne plemię zamieszkujące zalesiony księżyc planety Endor w filmie „Powrót Jedi”). Moje wyobrażenie zostało super zrozumiane przez twórców Baylabel (choć nie wiem czy moja fascynacja była równie zrozumiana :D).


Obroża 3 cm pasuje do Manu. Jednak w tym przypadku klamra jest jeszcze większa. Choć nie przeszkadza ona pieskowi w niczym, mimo upływu czasu nadal wydaje się być trochę przytłaczająca. Jest to jednak jedyny minus. 


Materiał, z którego uszyty jest zestaw, jest bardzo odporny na zabrudzenie i łatwy w czyszczeniu. Kolory nie są tak wyraziste jak w przypadku bananków, ale za to Ewoki są dzięki temu bardzo dobrze widoczne i mimo drobnych szczegółów wyraźne. Wprawdzie dla osób nie znających serii będą to zwykłe miśki pomiędzy drzewami, ale osoby lubiące Gwiezdne Wojny od razu wiedzą, że z tymi space bearami nie należy zadzierać, szczególnie jeśli rozważacie karierę szturmowca.



Smycz jest krótsza od banankowej, gdyż pomyślana jest raczej o miejskich spacerach i o spacerach bez smyczy (lżej nosić). Ma jednak wszystkie pozostałe plusy smyczy bananowej.


Muszę przyznać, że zakupy w Baylabel okazały się baaaardzo udane. Dodatkowo Manu zakochał się w swoim pluszowym kreplu („pączek” po śląsku). Bardzo często się nim bawi. Nie pozostawiło to pączka w idealnym stanie – piszczałka wysiadła, a z boku zrobiła się mała dziurka. Mimo to na sam jego widok, nie tylko ogon, ale i cała dupka merda, so who cares.


Z czystym sumieniem polecam zakupy w Baylabel. A ja mam już pomysły na obroże i smycze z „Nowej Nadziei” i „Imperium Kontratakuje”. Może w przyszłym roku na 4 maja zamówimy kolejne części (fani wiedzą czemu ta data).

Niech moc będzie z Wami!



środa, 26 lipca 2017

Nowości w psiej szafie cz.1 - zestaw Pracownia Kalina

Ostatnio Manusiowa garderoba wzbogaciła się o nowe obroże, smycze i adresatki. Przybyło nam też zabawek, gadżetów. Pora trochę to ogarnąć i opisać dla Was. Zaczynamy od zestawu Pracownia Kalina, który Manu wygrał podczas Katowickiego Dnia Psiaka (relacja tutaj).

Na zdjęciu również aport Julius K-9

Zestaw składa się ze smyczy, obroży i bandanki.

Smycz ma długość 1,5 metra i zrobiona jest z bardzo lekkiej taśmy. Tak lekkiej smyczy nie widziałam jeszcze. Rzadko korzystam z 1,5 metrowego paska. Najczęściej wykorzystuję smycze 3 lub 2,5 metrowe przepinane. Taka krótka smycz w naszym przypadku nadaje się na typowo miejski spacer lub gdy wiem, że muszę doprowadzić na niej psa tylko do wybiegu, gdzie Manu będzie mógł biegać swobodnie. W związku z powyższym to, że jest to ultralekki pasek jest ogromnym jego atutem. Po odpięciu psa można schować do kieszeni i zapomnieć, że się ją ma.


Obroża ma szerokość 3 cm i wykonana jest z tkaniny tapicerskiej, dzięki czemu jest ona wytrzymała, a dodatkowo ma elegancką i bardzo przyjemną w dotyku fakturę. Granatowy kolor świetnie współgra z Manusiowym futerkiem. Obroża jest ździebko duża dla Manu. Musiałam ją mocno skrócić i na prawie całej długości jest przez to podwójna. W niczym to jednak psu nie przeszkadza, a skąd sponsor nagrody miał wiedzieć, że wygra ją takie chuchro.


Testowaliśmy obróżkę podczas hasania po lesie i wyszła z szaleńczych zabaw bez szwanku. Klamry, choć w naszym przypadku zupełnie wystarczające, mogą nie utrzymać silnego i mocno ciągnącego psa, zrobione są bowiem z plastiku. Trzeba jednak przyznać, że obróżka nie była pomyślana o takich siłaczach, lecz o psiakach, które wygrają konkurs m.in. posłuszeństwa na smyczy.

Tu odbyły się testy :)

Jedyny minus jaki mogę tu wytknąć to brak dodatkowego kółeczka na adresatkę. ID przyczepiłam do kółeczka do zapięcia smyczy. Niby popularne rozwiązanie, ale ja osobiście wolę osobne kółeczko. Po pierwsze dzięki temu adresatka nie dzwoni o karabińczyk, a po drugie wydaje mi się to bezpieczniejsze.


Cudownym uzupełnieniem zestawu jest bandanka nakładana na obróżkę. Bandanka ma idealną szerokość i długość dla Manu. My wylosowaliśmy kotwice. Bardzo prosty wzór świetnie komponuje się z tricolorowym psem. Fajnym rozwiązaniem jest projekt bandanki do obroży. Dzięki temu piesek nie ma kilku obwiązanych rzeczy wokół szyi (obroża, bandanka, obroża przeciwpchelna).


Nie jestem zwolennikiem przebierania psa i zawsze biorę pod uwagę wygodę Manu. Ta bandanka jednak jest lekka i dość cienka, dlatego nie przeszkadza psu podczas spaceru. A do tego jest bardzo ładna. Nie nadaje się na jakieś poważne błotne eskapady, gdyż materiał jest podatny na zabrudzenia. Idealnie natomiast wygląda na zdjęciach! Dopiero w domu widząc zdjęcia zorientowałam się, że kotwice są do góry nogami. Chciałam zbesztać autora bandanki za ten błąd, gdy zorientowałam się, że bandanka została założona odwrotnie na obrożę i fociłam ją ze złej strony :D Zapewniam Was, że uszyta jest dobrze.


Muszę przyznać, że mało co by mnie tak ucieszyło jako nagrodę w konkursie piękności niż taki piękny zestaw. Pracownia Kalina oferuje różne rodzaje obroży, smyczy i bandanek. Jest to dopiero rozwijająca się firma, a już widać dużą staranność wykonania produktów i chęć wyróżnienia się na rynku np. poprzez zastosowanie tkanin tapicerskich. Moje „czepialstwo” jest tu trochę na wyrost. Trzeba pamiętać, że zestaw został nam losowo przydzielony i nie był do nas dostosowywany. Biorąc pod uwagę kontakt z autorką tego zestawu podczas imprezy i już po oraz dbałość o wykonanie jej produktów, myślę, że zamówienia na realizację pod konkretnego psa spełnią wszystkie Wasze oczekiwania. 



Śledzę uważnie nowości oferowane w ich sklepie i na pewno skorzystamy jeszcze z usług Pracowni Kalina – ich bandanki bardzo przypadły mi do gustu. Na stronie facebookowej i instagramowej często pojawiają się też różnorakie promocje, także Wam również polecam zaobserwowanie tych fanpagów, no i zakupy. Koniecznie potem podzielcie się wrażeniami.






niedziela, 16 lipca 2017

TOP 5 psich książek na wakacje!

Lato w pełni, a to zawsze dla mnie oznaczało więcej czasu na czytanie książek. Dziś chciałabym polecić Wam psio-wakacyjne lektury.


Piesek Manu prezentuje:

TOP 5 psich książek na wakacje!

John Grogan „Marley i ja”

Zacznijmy od klasyki. Światowy bestseller, który moim zdaniem odmienił „psią” literaturę. Labrador Marley – najgłupszy pies na świecie, staje się pretekstem dla felietonisty Johna Grogana do opisywania własnego życia. Jest to bardzo ciepła opowieść, pełna humoru i choć dotyczy zwykłego życia, nie brak tu emocji, zwrotów akcji i ciekawych historii. Marley zjada wszystko co napotka na swojej drodze, nawet zużyte pieluszki, nie potrafi chodzić na smyczy, nie potrafi zostawać sam w domu, jest bardzo niezdarny, a jednocześnie jest cudownym przyjacielem. Książka idealna na wakacje, gdyż napisana jest lekkim, felietonowym stylem. Mogę Was zapewnić, że wyciśnie ona z Was wiele łez śmiechu, a i łzy wzruszenia się pojawią.


Pewnie część z Was zna film o tym samym tytule. Wiadomo, że książka lepsza, ale w tym wypadku film, również daje radę. Polecam na deszczowy wieczór, tylko przygotujcie chusteczki!

Alexandra Horowitz „Oczami psa”

Kolejna pozycja to książka popularnonaukowa, napisana przez etologa Alexandrę Horowitz. Popularnoco? Nie martwcie się. Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, a wstawki dotyczące psa Pumpernikla nadają jej osobisty charakter. Przeczytałam wiele książek dotyczących psiego zachowania, ale ta jest moim zdaniem najlepsza. Nie jest to książka na temat tresury, ani psich problemów, a opracowanie dotyczące tego jak działają psie zmysły, jak pies myśli, śni, czego jest świadomy. Po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzycie na wasze czworonogi. Pozwala ona zrozumieć psi punkt widzenia i choć jest przeglądem badań i faktów, daje ciepełko na sercu. Towarzyszyła mi ona w samolocie w zeszłym roku i nawet nie wiedziałam kiedy minęło 5 godzin lotu. Uważam, że jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich właścicieli psów.

 

Ppłk Jay Kopelan, Melinda Roth „Misja szczeniak. Pozdrowienia z Bagdadu”

„Misja szczeniak” jest opartą na faktach opowieścią o żołnierzu amerykańskiej piechoty morskiej stacjonującym w Iraku, który postanowił zabrać znalezionego podczas misji pieska do Stanów. Historia poruszająca i dość kontrowersyjna. Żołnierze piechoty morskiej USA nie mogą zawierać przyjaźni z miejscowymi, ani posiadać żadnych zwierząt podczas wykonywania swojej pracy. Zwierzęta rozbudzają w człowieku empatię, a empatia jest (według armii amerykańskiej) niewskazana na wojnie. Nie można się wahać czy strzelać czy nie. W związku z tym, gdyby ktokolwiek znalazł Lavę ppłk Kopelana w bazie, piesek zostałby zastrzelony. Trzymał on więc pieska wbrew rozkazom. Ale to nie koniec kontrowersji. W książce przeczytamy o trudach wojny, a także o ludziach, którzy narażali swoje życie by wydostać kundelka z terenu owładniętego konfliktem i przerzucić go do USA. Książka ta pokazuje, że nawet tacy twardziele jak amerykańscy żołnierze, w tak skrajnych warunkach jak wojna, potrafią zmięknąć na widok szczeniaczka.


Beata Kulisiewicz „Witaj, piesku! Dogoterapia we wspomaganiu rozwoju dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych”

Pani Beata Kulisiewicz przygotowała niezwykle ciekawą książkę, w której znajdziecie gotowe pomysły na ćwiczenia dogoterapeutyczne z podziałem na funkcje poznawcze, jakie te ćwiczenia usprawniają. Dlaczego polecam tę książkę na wakacje? Ponieważ ćwiczenia w niej zawarte skierowane są do dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, a nie dzieci z głębokimi zaburzeniami rozwojowymi, są one zatem adekwatne dla wszystkich przedszkolaków i dzieci w wieku wczesnoszkolnym – można ewentualnie podwyższyć stopień trudności. Pies w większości tych zabaw jest tylko pretekstem i towarzyszy dziecku. Nie musi wykonywać większych poleceń czy mieć nerwów ze stali. Fajnie jeśli potrafi podać łapkę, albo przynieść piłkę, ale najważniejsze żeby po prostu był, czasem nawet nie fizycznie, a na rysunku lub w wierszyku. Jest to zatem doskonała propozycja dla rodziców dzieciaków do lat 7 – 8, jak w ciekawy i wesoły sposób można spędzać czas razem z naszym dzieckiem i czworonożnym przyjacielem, jednocześnie dbając o rozwój naszej pociechy. Ćwiczenia są bardzo jasno objaśnione, w książce jest wiele rysunków, wierszyków, labiryntów. Na końcu jest też wspaniała wierszykowa plansza, która pomoże dzieciom zrozumieć, jak należy zachowywać się w pobliżu psa. Naprawdę polecam!



W. Bruce Cameron „Był sobie pies”

A na koniec bomba! Niedawno było bardzo głośno o tej książce, głównie ze względu na film oraz kontrowersje z nim związane. Książka szturmowała księgarnie, a nawet biedronki i lidle. Wszyscy blogerzy o niej wspominali i można ją było wygrać w wielu psich konkursach. O co tyle szumu?


Książka opowiada historię jednego psa. A raczej jednej psiej świadomości w kilku psich wcieleniach. Pokazuje pieskie życie w różnych jego aspektach – bezdomności, przyjaźni z dzieckiem, pracy policyjnej, czy okrutnego traktowania. Jest jednak ciepłą historią dotyczącą przywiązania, miłości, radości z życia i pełną wzruszeń. To co wyróżnia tę książkę to fakt, że narratorem jest pies. Co więcej autor książki co nie co o psach wie. Nie jest to zatem powieść w stylu „Puc, Bursztyn i goście”, a ciekawa obserwacja, jak wygląda świat oczami psa. Oczywiście autor dokonuje uczłowieczenia psiego umysłu, a wiele sytuacji opisanych jest w taki sposób by zachować „naiwność” myślenia psa, a jednocześnie pozwolić czytelnikowi domyślić się dokładnie, co się dzieje w ludzkim świecie. Nie mniej jednak podobały mi się takie drobne szczególiki, które raczej wyłapie psiarz niż laik. Przykład?


W rozdziale drugim szczeniaczek trafia na psi wybieg. Tak opisuje on początek tej przygody: „Popędziłem naprzód, w stronę grupki przyjaźnie wyglądających, niedużo starszych ode mnie piesków, zatrzymując się tuż przed nimi i udając, że zafascynowało mnie coś na ziemi obok nich.” Nasz bohater zatem wysłał bardzo czytelny dla innych psów, a często niejasny dla ludzi, sygnał uspokajający – obwąchiwał ziemię, by pokazać innym, że nie ma złych zamiarów. Drobny szczegół, a nadaje historii wiarygodności.


To są moje propozycje dla Was na wakacje. Psich książek wartych przeczytania jest oczywiście maaaaasa. Podzielcie się, które Wam najbardziej zapadły w pamięć i które wy polecilibyście.